poniedziałek, 9 września 2013
Kiliásata Nedorium.
Patrzysz w ciemną oprawę błękitów i płaczesz. A dawno krzyk nie wydostawał się na zewnątrz, dawno kryształy nie toczyły się po policzkach.
Przyszłość jest nie uchronna.
Lipiec...
Zabierze wszystko, nawet najmniejsze muśnięcie skrzydła o skrzydło. Niech bierze! Niech chłonie, niech się udławi cudzą radością, a przybędzie jej rozumu, ba! Zakwitnie ponownie.
- Och, jak możesz być tak zawistnym istnieniem?
Mogę. Skoro pęd czasu tak to poukłada, wykorzystam ostatnie jego skrawki by być najmocniej i najciężej w tej płaszczyźnie, na jak tylko pozwoli mi ciało i bariera wychowania by wyszykować Białej cudowne miejsce. Ciepłe i tłusto mruczące. Wszak jestem słabszy, ohydniejszy i gorszy. Oczywiście nie wprost a w porównaniu.
Zabroniono ingerencji w cudzy żywot, zakazano nakazywania, zakazywano okazywania uczuć intymniejszych niźli oddech.
Toteż nigdy tego nie poczynię.
Baw się dobrze, przywieź mi piernik.
Jeszcze to miasto. Miasto gdzie zapoczątkował się koniec rodu H, miasto które i mi jest kamieniem u szyi.
Zależności są wszędzie. Zależności są wszystkim, nawet perłą na krtani
Bez konce a začátku vraženej do světa, upletu si oprátku bez konce a začátku Více na: http://zen.e15.cz/kultura/nekrolog-za-filipa-topola-videl-jsem-rok-1000281#utm_medium=selfpromo&utm_source=e15&utm_campaign=copylink - dłonie mi drążą. Ponownie, z tym że czuje niesamowity bałagan i mrowiącą falę niechęci.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz