Myśl Złotooka powróciła leniwie zasiadając na mym ramieniu podczas powrotu na wytarte deski.
Po cichu, w chwili czytania nut na fortepian oswajała nas ze swym powrotem masując płatki uszu szepcząc do nich motywy ucieczek. Odchylam głowę pozwalając światłu przenikać źrenice, czując narastającą falę wstydu napędzającego tchórzostwo. Wstaję by pobiec ku publice - upadam.
Zielonym lasu oddycham cieniem, milknę.
Ile świństwa dookoła. Czytam własne słowa zastanawiając się jak mogę kierować się kilku istnieniom.
Wróciłam do punktu wyjścia z przed dwóch lat, na dokładkę opracowując nowe wersyfikowane zbitki słów, których przekornie sobie nie spalę, ni zjem. Brakuje teraz wartościowego tekstu śpiewanego, niech te sprawiają pozory kontrastując kulturze radosnych podskoków w metrum 3/4 i prostej melodyki.
Po ziemi czarnej kroczę.
Przechadzając się dawnymi ścieżkami ponownie poczułem Złotookiego.
Czy to tak się skończy? Pracowity wrzesień, wolny lipiec. Poznałem rywalkę. Wywoła wiele szkód, zniszczy parę serc i zerwie więzi, a przyznać muszę że jest wspaniała w swej fałszywości oblicza, tak niewinnie czysta, nieskazitelnie piękna. Jedna z najśliczniejszych kobiet jakie przyszło mi zobaczyć.
Ach więc lipiec...
Pięknie jest uciekać w pełnym słońcu.
Q pojawia się w wizjach sennych regularnie, z czym zdążyłam się pogodzić. Nie przepadam za tym uczuciem, jednak dzisiejsze marzenie uradowało mnie. Radości było przecież tak wiele... Do czasu. Przebrnę przez krew i ogień, spokojne dryfowanie i spojrzenie w awenturynowe tęczówki przepełnione wyrzutem też przecierpię, ale nie zniosę zniszczenia. Nie takiego. A i Z ucichli, schowali się za kotarą by wzajemnie spojrzeć na swe dłonie. Ale czy to słuszne gdy przyjaźń kona? Myśli stracone, Złotooki powrócił.
To był tylko zły sen, zły, zły sen. Wpijam się paznokciami w nadzieję że w grze nie powróci tak jak po dwunastu godzinach od nocy.
Zapadam się w grząskie doliny zmarnotrawienia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz