niedziela, 24 listopada 2013

Dzień, w którym poczułam gniew wygnania.

       Udławcie się wszyscy, razem ze mną na czele swą pychą, chciwością, hedonizmem i zazdrością.
Czyż powyższe nie rani bytu istniejącego w przestrzeni wraz z Tobą, za Tobą, przed Tobą, obok Ciebie? Nie powinno - mówi zakorzeniony głęboko egoizm wypierający empatię. Strzelać w górę, biec do przodu po łbach, ranić - byleby do celu za wszelką cenę. To nakazuje głos wołający ze środka ciała. Łgać by nie niszczyć - zabezpieczenie się przed sumieniem, wszak każda prawda boli, kłamstwa są najsłodszym z dostępnych leków. Łgać z niewiedzy - kompromitacja kłuje w boki. Łgać z pożądania - dlaczego można posiąść jedną, skoro można jednocześnie posiadać dwie, skrajnie odmienne dusze, w skrajnie odmiennych ciałach?
Wewnętrznie zawsze to irytowało u innego stworzenia, u siebie można bez późniejszego żalu, wszak praktyka najlepszym tego potwierdzeniem.
I jak długo będziesz tak gnił? Póki bezczelność jestestwa będzie kołować pod zamkniętą pokrywą zieloności.

Ps. A gdzie ta bezbrzeżna chęć? Zatopiona we fluorescencyjnej bieli. OCZYWIŚCIE!
Wypierdalać z mojego świata. Natychmiast. Obydwoje.
Choć jej nigdy tu nie było. Była. Wprowadzona prze zemnie, na własne skaranie, na własne życzenie.
Tak to już jest że gdy zaczerpnę spokojnego powietrza, coś momentalnie się burzy ciągnąc za sobą lawinę nienawiści do całej populacji, co nic mi nie uczyniła. Czyżby to było zachowanie pod tytułem odrobinę mniej ludzko? Właściwie to nie, ludzko aż w zakresie Białej, ludzko tak, że pomiar człowieczeństwa wykracza poza możliwości. Moje możliwości.
A widzisz, narcyzm będzie wyskakiwał niczym tłuszcz rozpuszczany w wodzie. Problem w tym, że wodą są usilnie wyszukiwane zmartwienia pod postacią samotności na długość kabla. A nawet to się gdzieś samoistnie rozpłynęło, ponieważ tam, po drugiej stronie, ktoś zaspokaja kimś głód w nadziei na radosny powrót.

Powrotów nie będzie.



wtorek, 19 listopada 2013

Słowa stare rok, a w mostku zakuło.

Dwoje miesięcznych oczekuje zespolenia.
Wieczności?
Nigdy.

Jestem spokojny.