Rozlewnia żalu. Cudownie anonimowa, kwaśna glinem breja kolorów. Na początku dróg smakowaliśmy ją zachwycając się blaskiem zębów i własnymi, aksamitnymi głosami splatającymi się w krakowski spleen. Nie ważne, że ze mnie wydobywa się bulgot, nic nie ważne, po za dźwiękiem trzciny w złocie. Straszną byłam gówniarą, z resztą Ty, właściciel najpięknieszego, osobnickiego poddasza również. Mój Nieskończony? Twój Nieskończony. A wyglądaliśmy jak rodzeństwo, najlepsi przyjaciele w uzależnieniach.
Napij się. Już dawno nie miałem takich wątpliwości, bo wiesz, kiedy naturalne psychodeliki wchodzą w drogę by powieść stała się przejrzysta, nie widzisz konsekwencji i zagrożenia zniszczeniem cudzej duszy. Jest płynnie, toczysz swoją historię, walczysz. Widzisz słońce. I wtem leci wszystko w dół. Twoje szczęście schodzi na dalszy plan, z resztą tętni słabo jedynie na odległość. Ratujesz siebie, bronisz przed pustymi, wyznaniami kochającymi się w zieleniach. Poczekaj, nie rób min. Tak, przerabialiśmy to, ale ile lat mieliśmy? Po czternaście, nie drugie tyle, z resztą nie było wtedy aspektów seksualnych, a jedynie pragnienie włożenia arcydzieł w sakwę własnego najczystszego uczucia i potrzeby dawania ochrony. Połączenie ponad zenitem jest najlepszą używką znaną ludzkości, najcudowniejszą fizyczną aurą jaką możesz sprezentować, a i tak ogień lędźwi przestał mieć dla mnie znaczenie - powrót do punktu wyjścia, a nie chcę być pustą kartą cudzych zachcianek. Z resztą wiem jaką i Tobie wyrządziły krzywdę proszki, ale nie o tym. Walę w mordę za to. Gorzej jest chyba widzieć twarz, i znać tego człowieka, niźli walczyć z silniejszym od siebie widmem.
Zwyczajnie nie radzę sobie z adoracją, ciężko mi dopuścić emocje, a tym bardziej rozdzielać się, a aby to zrozumieć, musiałam się otrzeć o coś niesamowicie niewygodnego.
Ach i nałgałam. Nałgałam tak okropnie, że przebijam w tym całą Jakuboską 293/8a.
Wszystko w porządku. Pluję jedynie na wiatr by pamiętać, iż nowe kręgi niosą w sobie zło, oraz by nie zapomnieć, że nasze spotkanie jest konieczne. Urosłeś, wciąż pięknie nucisz, ja mam połowę dłuższe włosy, poobijane kolana i tyle brudu w sobie, że musisz pomóc mi z tego się zmyć. Początek sierpnia?
środa, 25 lutego 2015
niedziela, 22 lutego 2015
Heavenly Blue Morning Glory
Śniłam. Śniłam tak lekko o wzniesieniach na końcu lub na początku czasu. Leżałam na trawie leśnej polany oderwanej od rzeczywistości, widząc jak Ziemia porusza się z niesamowitą prędkością przez wszechświat. W ułamku sekundy zatrzymała się nade mną, a moje ciało unosiło się w górze dryfując przez niesamowite ilości księżyców niepojęcie zróżnicowanych wielkością, kolorami i fazami oświetlenia. Niebawem planeta ponownie szybko się przemieściła i ostatecznie zatrzymała się w fioletowo-różowej mgławicy. Wtem że coś się skończyło, a coś zaczęło.
Kwestia powrotu do dbania o ciało, po zaniedbaniu duszy.
Wciąż nie wylizałem ran, nie powiedziałem nikomu prawdy starej szesnaście lat. Męczy mnie to okrutnie.
Ach, straciliśmy grupę stopnia drugiego - wyzbycie farmakologicznych obowiązków.
Subskrybuj:
Posty (Atom)