środa, 23 stycznia 2013

Dom shábháil.

Czuję że zanikam.
Czuję że tracisz pragnienie.
Czuję że nie wrócę.

Świadomość boli, więc ratuj, ratuj mnie.

To tylko zły, zły sen. Choć chcę byś był szczęśliwy.



Ojcze?

środa, 16 stycznia 2013

Rozkładam dłonie - trzymajcie mnie za nie.

 Zwrot pół parady w upodobaniach słuchowych.

Przegrałem wszystko.
Z małą pomocą urzędów, z małą blizną przeszłości, ze zbyt długim interwałem w katowaniu się chemią oraz z małym śladem chwil zapomnienia w kącie ust.
Czy to prawda? Nie!
Mam siłę. Mam siłę, mogę mówić. Stać na tej małej scenie i wyrzucać z siebie słowa - ot co mi pozostało. I cicho zaszlochać nad zmarnowaną przyszłością.
Wygram to co tracę. Wygram i żadna zazdrość, furia czy gniew mi nie przeszkodzą.

Nie ma samotników na tej ziemi. Człowiek jako zwierze stadne wyszukuje i lgnie do stworzeń podobnych mu zachowaniami czy charakterem, lub wręcz odwrotnie - dominacyjne jednostki otaczają się uległymi.
I z tej przyczyny tkasz nić przyjaźni z istotami. Poznajesz je coraz bardziej, dając poznać siebie. Czujesz się za nie odpowiedzialny. Niczym twórca za swe kreatury, czy matka za swe dzieci. Ba! Tworzysz z nimi swoisty rodzaj rodziny.
 W chwilach pierwszych zboczeń ze ścieżek, pierwszych miłości, poważnych kłótni, śmiertelnych zagrożeń żywotów i masy problemów, któż inny wyciągnie rękę ku Tobie, bądź pozwoli sięgnąć dna, oczywiście panując nad Twym oddechem, byś samodzielnie mógł wypłynąć?
Może i z czasem wszystko słabnie, może i wybieracie inne drogi i patrzycie w inne strony, lecz zawsze pozostaje pamięć dobrych i złych dni. Obrazy uśmiechającej się drugiej rodziny rysują się głęboko w myślach, odłożone na chwile rozstroju.

Dlatego też zapiszę kilkanaście kart opisem mojej rodziny i każdego człowieka mocniej dotykającego mego żywota swoją obecnością. Skompletuje zdjęcia i stworzę osobistą kronikę przyjaciół. 
Złożycie swoje podpisy.


A spowiedź?
Z niecierpliwością wyczekuję lutego. Z niecierpliwością wyczekuję uścisku jednych, jedynych ramion. Po przyjacielsku wystarczy, wystarczy mi nawet wieść że wszystko wiedzie się dobrze. To mi wystarczy, wszak obiecałem coś odnośnie nieobecności. Wystarczy, wystarczy, wystarczy.

Obiecałem...
W obawach tonę.

niedziela, 6 stycznia 2013

Zgniję, nie odpowiem!



Wylazł Czart z suchych bagien, i zstąpił Jezus z nieboskłonu. I mówi doń:
 - Gdzież kroczysz Czarcie?
A on mu na to:
 - Tam idę, gdzie podobnych bogom tworów siedlisko, biesami nękać. W człowieczych istotach opróżnić myśli, kości miażdżyć, żyły wypruwać, ciała zniekształcać, krew przelewać, uszy ogłuszać i oczy oślepiać.
Tego wysłuchawszy przemawia Joszua:
Uciekaj Czarcie hen za czarne góry i zimne pustkowia. Barani łeb tam znajdziesz i zamieszkasz w nim. On wszystko przecierpi, bo silny jest znieść i zimno i trwogę.
Nie będziesz czynił zła maluczkim. Odejdź od bożych sług!
Rzecze mu na to Czart:
 - Nie.




Nie byłbym sobą, gdybym nie rzucił spowiedzią.
Popełniłem jeden błąd. Dałem się zniewolić, zaślepiony zależnością zapomniałem o możliwości ingerencji. Obudziłem się zbyt późno, więc gdy próbowałem rozsupłać liny ograniczające każdy ruch zrujnowałem wszystko. Straciłem część siebie, którą podarowałem w zamian za strawiony wspólnie czas, a ledwo zagojone rany i szwy znów krwawią.

   A mnie znów
   trzy rany zadano kłute
   w mostek,
   wątrobę
   i podbrzusze.
   I dobrze.

   Smutek świata
   dziurami wchłonę,
   odkupię wszystkie dusze.*

Widocznie taki los Poraju, gdy coś zaczyna się układać, na wierzch wypływają dawne zwady, spory, zawinienia i uczynki mające nieść poprawę a działające w prost proporcjonalnie odwrotnie do pierwotnych założeń. Nie ma nas razem, jest nagonka na siebie. Sancte die nativitati. Czy naprawdę na tym zależało wam czyniąc urzędowe przekręty?  Kochani rodziciele, jesteście najcudowniejszymi tworami tego świata, ale ten błąd tkwi we mnie. Nie mogę w nieskończoność okłamywać własnej świadomości, patrząc w papierki i widząc daty. Tym bardziej, że nadeszły rok, miał mi dać coś specjalnego a teraz pozostało wyczekiwanie kolejnych dwunastu miesięcy.
Och, świruję!
A że zależności jest wiele, więc i teraz pojawił się punk(t) zainteresowania. A co będzie? Straciłem dawno zmysł wyczuwania przyszłych zdarzeń. Nie pytaj bo nie odpowiem. Raczej zgniję, w wiatr się obrócę i pozdrowię błyskiem kłów.

A Ty, popełnij choć jeden błąd, a zabiję. Ponownie, jeśli taka będzie konieczność. Jesteś potrzebna w tym zadupiu, choć tego nie wyczuwasz, jest tak. Kurwa, ta demencyjna natura!

Nigdy sam. Zawsze z jednym z pięciu kawałków duszy na ramieniu. G otulony płachtą spokoju i cienia gdy () się uśmiecha...


*N ponownie zaczyna muzyczną bitwę z Chrystusem w tle. A mi te słowa pasują, pasują niezwykle...