Zwrot pół parady w upodobaniach słuchowych.
Przegrałem wszystko.
Z małą pomocą urzędów, z małą blizną przeszłości, ze zbyt długim interwałem w katowaniu się chemią oraz z małym śladem chwil zapomnienia w kącie ust.
Czy to prawda? Nie!
Mam siłę. Mam siłę, mogę mówić. Stać na tej małej scenie i wyrzucać z siebie słowa - ot co mi pozostało. I cicho zaszlochać nad zmarnowaną przyszłością.
Wygram to co tracę. Wygram i żadna zazdrość, furia czy gniew mi nie przeszkodzą.
Nie ma samotników na tej ziemi. Człowiek jako zwierze stadne wyszukuje i lgnie do stworzeń podobnych mu zachowaniami czy charakterem, lub wręcz odwrotnie - dominacyjne jednostki otaczają się uległymi.
I z tej przyczyny tkasz nić przyjaźni z istotami. Poznajesz je coraz bardziej, dając poznać siebie. Czujesz się za nie odpowiedzialny. Niczym twórca za swe kreatury, czy matka za swe dzieci. Ba! Tworzysz z nimi swoisty rodzaj rodziny.
W chwilach pierwszych zboczeń ze ścieżek, pierwszych miłości, poważnych kłótni, śmiertelnych zagrożeń żywotów i masy problemów, któż inny wyciągnie rękę ku Tobie, bądź pozwoli sięgnąć dna, oczywiście panując nad Twym oddechem, byś samodzielnie mógł wypłynąć?
Może i z czasem wszystko słabnie, może i wybieracie inne drogi i patrzycie w inne strony, lecz zawsze pozostaje pamięć dobrych i złych dni. Obrazy uśmiechającej się drugiej rodziny rysują się głęboko w myślach, odłożone na chwile rozstroju.
Dlatego też zapiszę kilkanaście kart opisem mojej rodziny i każdego człowieka mocniej dotykającego mego żywota swoją obecnością. Skompletuje zdjęcia i stworzę osobistą kronikę przyjaciół.
Złożycie swoje podpisy.
A spowiedź?
Z niecierpliwością wyczekuję lutego. Z niecierpliwością wyczekuję uścisku jednych, jedynych ramion. Po przyjacielsku wystarczy, wystarczy mi nawet wieść że wszystko wiedzie się dobrze. To mi wystarczy, wszak obiecałem coś odnośnie nieobecności. Wystarczy, wystarczy, wystarczy.
Obiecałem...
W obawach tonę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz