poniedziałek, 30 września 2013

Dobiliśmy do portu. Razem, wszyscy. Co dalej?

Ambiwalencjo, jak to jest że nie mogę Ci wszystkiego rzec? A chcę, za tę czekoladę chcę. I ryknąć cichaczem za plecami, tak, by to nikogo nie dziwiło. I Kaśkę na barana nieść przez życie. I patrzyć w kamilowe dłonie w szczęściu zatopione.
Nie chcę przyszłości, tak nieuchronnej.

Lipiec...

Nie wiem gdzie zacząć...
Wspaniała godzina 16:05
Wspaniały odcień, wspaniały pomysł, wspaniała droga.
Chcieliśmy płakać, a skrwawiliśmy głupotą.


Lubiłem spokój duszy i pomarańczową barwę.
Zaciągnij kotary. Przestań łgać. Wstrząśnij karminową grzywą, zejdź w muru.
Widzisz ją? Jest perfekcyjna.
Złącz dłonie. Podziwiaj!
Rzygaj jej głosem. Zawróć swoje maszkary, mnie oszczędź. Padnij na kolana i karm iluzję. Jest taka śliczna... Widzisz?
Ona jest perfekcyjna. Od zawsze mieliśmy słabości do perfekcji. Tylko Twoja żeńska część to zagubiła!

Lipiec...

Czy wypada się bać słońca?
Nie - zahuczał bas.
Tak - aksamitny, głos o mocno zaniżonej tessyturze odbił się w mostku drżąc w żołądek.
A Biała delikatnie, jak to miała w zwyczaju poczęła śmiać się swym paskudnym sopranem.
Złotooka wspominka niezauważalnie podeszła od tyłu, czyniąc zamach swą arystokratyczną, baronową łapą...
A potem była ciemność.

Zniknęli. Do czasu. Ja nie powstanę. Za wczasu.

poniedziałek, 9 września 2013

Kiliásata Nedorium.

Lubiłem Topola. Topol zmarł.
Osobiście wiele nas łączy, nie tylko cechy typowe fizyczności, ale i sposób postrzegania rzeczywistości i zbór milionów zależności osobowości.
Topol piękną duszę miał.
Napiłbym się raz jeszcze...

Patrzysz w ciemną oprawę błękitów i płaczesz. A dawno krzyk nie wydostawał się na zewnątrz, dawno kryształy nie toczyły się po policzkach.
Przyszłość jest nie uchronna.
Lipiec...

Zabierze wszystko, nawet najmniejsze muśnięcie skrzydła o skrzydło. Niech bierze! Niech chłonie, niech się udławi cudzą radością, a przybędzie jej rozumu, ba! Zakwitnie ponownie.
- Och, jak możesz być tak zawistnym istnieniem?
Mogę. Skoro pęd czasu tak to poukłada, wykorzystam ostatnie jego skrawki by być najmocniej i najciężej w tej płaszczyźnie, na jak tylko pozwoli mi ciało i bariera wychowania by wyszykować Białej cudowne miejsce. Ciepłe i tłusto mruczące. Wszak jestem słabszy, ohydniejszy i gorszy. Oczywiście nie wprost a w porównaniu.

Zabroniono ingerencji w cudzy żywot, zakazano nakazywania, zakazywano okazywania uczuć intymniejszych niźli oddech.
Toteż nigdy tego nie poczynię.

Baw się dobrze, przywieź mi piernik.

Jeszcze to miasto. Miasto gdzie zapoczątkował się koniec rodu H, miasto które i mi jest kamieniem u szyi.
Zależności są wszędzie. Zależności są wszystkim, nawet perłą na krtani


Bez konce a začátku vraženej do světa, upletu si oprátku bez konce a začátku Více na: http://zen.e15.cz/kultura/nekrolog-za-filipa-topola-videl-jsem-rok-1000281#utm_medium=selfpromo&utm_source=e15&utm_campaign=copylink - dłonie mi drążą. Ponownie, z tym że czuje niesamowity bałagan i mrowiącą falę niechęci.

czwartek, 5 września 2013

Wziemiowstąpienie

Myśl Złotooka powróciła leniwie zasiadając na mym ramieniu podczas powrotu na wytarte deski.
Po cichu, w chwili czytania nut na fortepian oswajała nas ze swym powrotem masując płatki uszu szepcząc do nich motywy ucieczek. Odchylam głowę pozwalając światłu przenikać źrenice, czując narastającą falę wstydu napędzającego tchórzostwo. Wstaję by pobiec ku publice - upadam.
Zielonym lasu oddycham cieniem, milknę.

Ile świństwa dookoła. Czytam własne słowa zastanawiając się jak mogę kierować się kilku istnieniom.
Wróciłam do punktu wyjścia z przed dwóch lat,  na dokładkę opracowując nowe wersyfikowane zbitki słów, których przekornie sobie nie spalę, ni zjem. Brakuje teraz wartościowego tekstu śpiewanego, niech te sprawiają pozory kontrastując kulturze radosnych podskoków w metrum 3/4 i prostej melodyki.
Po ziemi czarnej kroczę.

Przechadzając się dawnymi ścieżkami ponownie poczułem Złotookiego.
Czy to tak się skończy? Pracowity wrzesień, wolny lipiec. Poznałem rywalkę. Wywoła wiele szkód, zniszczy parę serc i zerwie więzi, a przyznać muszę że jest wspaniała w swej fałszywości oblicza, tak niewinnie czysta, nieskazitelnie piękna. Jedna z najśliczniejszych kobiet jakie przyszło mi zobaczyć.
Ach więc lipiec...
Pięknie jest uciekać w pełnym słońcu.


Q pojawia się w wizjach sennych regularnie, z czym zdążyłam się pogodzić. Nie przepadam za tym uczuciem, jednak dzisiejsze marzenie uradowało mnie. Radości było przecież tak wiele... Do czasu. Przebrnę przez krew i ogień, spokojne dryfowanie i spojrzenie w awenturynowe tęczówki przepełnione wyrzutem też przecierpię, ale nie zniosę zniszczenia. Nie takiego. A i Z ucichli, schowali się za kotarą by wzajemnie spojrzeć na swe dłonie. Ale czy to słuszne gdy przyjaźń kona? Myśli stracone, Złotooki powrócił.
To był tylko zły sen, zły, zły sen. Wpijam się paznokciami w nadzieję że w grze nie powróci tak jak po dwunastu godzinach od nocy.   
Zapadam się w grząskie doliny zmarnotrawienia