Stało się.
Należy powstać, czasu jest tak mało.
I chociażbym chciał, nie powiem. Przytaknę, poczekam, zniosę ból, zagram głupca.
Ale nie powiem.
Zgniję. Już zgniłem. Żyję wspomnieniem srebrnego miecza przecinającego zawiasy.
Rok 2010.
Nie opuszczę bezpieczeństwa, utonę w wirze barw.
Jeszcze bardziej boje się przestrzeni. Jeszcze częściej gram kogoś zupełnie innego niż On, Ona. Ani skrawka mnie tu nie ma. Jedynie ciało i zgrzyt uśmiechu.
Kotłownia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz