Jestem kłębem egoistycznej brei, trwającej w zachwycie nad własnymi, ulatniającymi się umiejętnościami. Filistrem, uważającym się za fragment opozycji niosącej sztandar Eviva L'Arte, łatającym dziury w zwietrzałym umyśle cudzymi koncepcjami i słowami, równocześnie śledząc realizację swoich snów w nie swoim świecie.
Szczęście jest cały czas. Nieprzerwanie. Świat aż nadto troszczy się o zaspokojenie, oczekiwania nigdy nie przestały być spełnione.
Wiem gdzie popełniłem błąd, jednak czerpię dziką satysfakcję taplając się w bagnie, w które wprowadziłem się z doskonałą świadomością konsekwencji, niemrawo łapiąc się liny rzuconej przez instytucje, jednocześnie zdając sobie sprawę z nadchodzącego skrępowania moich ruchów tym właśnie sznurem, z którym śpieszono mi na pomoc. Jednak nie szarpnę się, nie zerwę, nie odpowiem na znany zestaw pytań i nie opiszę obrazków, by zwój owinął się wokoło tętnic i przyhamował dotlenienie.
A najbardziej moje nafuczone ego kłuje fakt, że nie czuję muzyki. Nie to, że paczka ludzi, za równo ta bliska jak i dalsza balansuje po krawędziach, nie to, że sam nie wiem co myśleć o tkanych mięsiącami niciach porozumienia, nawet myśl o straconym roku czy sypiącej się rodzinie, a zasrana błahostka wiążąca się z przyśpieszonym tętnem dostosowanym do drgań, słabym bo słabym pulsem i drgawkami mięśni wywołanymi przez równie zasrany układ nerwowy - Znów egoizm, w najczystrzej jego postaci. JA. JA. Ja nie chcę się ulatniać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz